326368-155x220 Kolejna książka, którą chciałabym polecić to “Kiedyś byliśmy braćmi” – bestsellerowy debiut chicagowskiego prawnika Ronalda H. Balsona, nawiązujący do historii II Wojny Światowej.

Ben Solomon, potomek żydowskiej rodziny przedsiębiorców z Zamościa, snuje fascynującą opowieść swojego życia przed wojną, a także podczas okupacji i uwięzienia w obozie śmierci. Jego rozmówczyni, prawniczka Catherine Lockhart ma złożyć pozew Solomona przeciwko szanowanemu obywatelowi Chicago Elliotowi Rosenzweigowi o bezprawne zagarnięcie mienia Solomonów. Rosenzweig, znany filantrop, rozpoznany przez Solomona, jako Otto Piatek, nazista, nazywany “Rzeźnikiem z Zamościa” dysponuje wielką fortuną i jest obecnie poważanym powszechnie członkiem społeczności lokalnej. Czy Ben Solomon, ubogi żydowski emeryt zdoła dowieść prawdy i wymierzyć sprawiedliwość? Czy chodzi tylko o zagarnięcie majątku? A może oskarżył niewłaściwą osobę?

Być może niektórzy są już znudzeni taką tematyką, ale za przeczytaniem tej książki przemawia jej oryginalność.
Przede wszystkim autor zastosował ciekawe połączenie historical fiction i thrillera prawniczego. Historia fikcyjnej, żydowskiej rodziny Solomonów osnuta tu została na kanwie rzeczywistych wydarzeń z II WŚ. Historia bardzo barwna, bogata w wydarzenia, opowiedziana z rozmachem. Nie mnie oceniać, czy prawda historyczna została zachowana, niemniej jednak autor wnikliwie przestudiował ten okres w dziejach Polski. W trakcie czytania dało się zauważyć dbałość, aby szczegóły fikcyjnych wydarzeń były osadzone w konkretnym kontekście historycznym. Z kolei brawurowa akcja poprowadzenia postępowania sądowego dała wyraz prawniczemu doświadczeniu autora i dopełniła całości.

Catherine Lockhart, poprzez opowieść Bena odkrywa stopniowo prawdę o okropnościach wojny. Suche fakty, wiadome jej tylko z pobieżnych wzmianek z lekcji historii zyskują oblicze konkretnych osób, doświadczonych przez los, którzy widzieli i przeżyli zbyt dużo. Oblicze, które istnieje by dać świadectwo i zmusić do refleksji, aby nigdy nie powtórzyło się to, co musieli przeżyć.

W tej książce umieszczone też zostały inne wątki, jak choćby opowieść o życiu pani mecenas Lockhart, prawniczki Bena Solomona, a także Liama Taggarta, prywatnego detektywa, pomagającego w śledztwie przeciw Rosenzweigowi.

Dla tych, których mniej interesuje przesłanie, a bardziej dobra rozrywka też coś znajdzie się w tej książce. Dynamiczna akcja trzyma w napięciu do ostatniej strony. Zwyczajny język ułatwia odbiór i sprawia, że czyta się z łatwością i przyjemnością. Ten debiut, który w pewnym sensie naśladuje utwory znanego i uwielbianego Johna Grishama z pewnością da się zaliczyć do udanych. Oby dalej w takim kierunku, Panie Balson.


Wydawnictwo Świat Książki, 2014, źródło okładki: http://www.swiatksiazki.pl, tytuł oryginału: Once we were brothers, tłumaczenie: Jan Kraśko, ISBN 978-83-7943-471-8, liczba stron 492.

coverminWszyscy jesteśmy w jakiś sposób ślepi. Nie zauważamy piękna tego świata, cierpienia innych, swojej niedoskonałości. Zajmujemy się tysiącem spraw niewartych zachodu, a na rzeczy ważne często mamy zamknięte oczy. Pytanie, co by się stało, kiedy naprawdę ośleplibyśmy. Odpowiedzi udzielił nam José Saramago w dość brutalny sposób. Jakby jedynym sposobem, żebyśmy przejrzeli na oczy stało się ukazanie okropności ślepoty, żeby zmusić nas do myślenia.

Czy na pewno ślepota wyzwala ducha i zrzuca zasłonę z oczu? Zależy… Myślę, że zależy od kondycji moralnej człowieka. Na pewno oślepli mieszkańcy bezimiennego miasta nie muszą już zachowywać pozorów, zaczynają żyć bardziej naturalnie. Nie wszyscy dążą do pokonania trudności w sposób szlachetny, pomagać sobie nawzajem i nieść otuchę. Zdarzają się jednostki zdegenerowane, żyjące kosztem innych, choć równie upośledzonych, jak oni. Jest też trzeci rodzaj ślepców, których nieszczęście pchnęło do niemoralnych czynów z rozpaczy, trwogi, w emocjach, w obronie. Czy więc ślepota odsłoniła rzeczy zakryte dotąd przed oczami? Śmiem twierdzić, że uwolniła i zmusiła do ujawnienia się pierwotnych instynktów, ale nie nazwałabym tego odnową w sensie duchowym.

Zwróciłam uwagę na zarzut ślepoty sił wyższych. Czyżby były one ślepe wg Saramago na potrzeby ludzkości? Tak postawiony problem tchnie jakimś ubóstwem myślowym, wedle którego Święci sprowadzani są do roli „maszynki do spełniania życzeń”. Bardzo to obrazoburcze i stawiające człowieka w centrum Wszechświata.

No cóż, niekiedy ilość zdobytych prestiżowych nagród oraz wyznawana ideologia zaślepia.


Rebis Dom Wydawniczy, 2009, źródło okładki: http://www.empik.com,  tytuł oryginału: Ensaio sobre a Cegueira, tłumaczenie: Zofia Stanisławska, ISBN: 9788375102482, liczba stron: 348

„SEJF to elektryzujący thriller z kulisami polskiej polityki i złotem Saddama w tle”. Tak reklamuje książkę strona sejfsekielskiego.pl. I jak tu nie sięgnąć po taką pozycję? Nie dość, że zapowiada się elektryzująco, to jeszcze mój ulubiony dziennikarz jest za nią odpowiedzialny. Na tę recenzję niestety/na szczęście nie ma to żadnego wpływu.

Fabuła rozgrywa się częściowo na Podlasiu, częściowo  w Warszawie. Ojciec i żona żołnierza wysłanego na misję w Iraku dowiadują się o jego śmierci. Jednocześnie w stawie na Podlasiu znalezione zostają okaleczone zwłoki. Nagle na miejscu znajduje się reporter tv, który został wysłany na Podlasie w celu nagrania zupełnie innego materiału. Trafia na rutynowe działania policji, która zabezpiecza teren zdarzenia. Oczywiście ten temat wydaje mu się atrakcyjniejszy, nagrywa wraz z operatorem kilka ujęć. Niestety pojawiają się służby specjalne i przejmują śledztwo w sprawie trupa ze stawu. Dalej następuje cała lawina zdarzeń, w których decydujące znaczenie mają politycy i irackie dzieła sztuki.

Jakie odczucia? Miałam dobre nastawienie do tej książki, które podsyciła wartka akcja i rzetelność postaci: to wszystko jest tak realne. Zmęczony życiem, prowincjonalny inspektor policji tuż przed emeryturą. Ma swoje małe grzeszki, jak np. kontakty w bimbrownikami, w celach konsumpcji ich wyrobów 🙂 Do tego dziennikarz śledczy, ciągle na jakichś psychotropach, wylany z pracy za swoje ambicje i rzetelność. W dodatku służby specjalne, zimne, wyrachowane typy o wyższej wagi motywacjach do działania, prawie całkowicie ponad prawem.

Pozytywnie odebrałam też fabułę. Jest bardzo przemyślana i wspaniale poprowadzona. Praktycznie cały czas dochodzą nowe wątki, człowiek się zastanawia: dokąd to wszystko prowadzi? Do końca praktycznie nie wiadomo, jak to się zakończy. A zakończenie jest po prostu spektakularne. Przyznam, że nie bardzo się tego spodziewałam, mimo wszystko.

Interesująca fabuła, akcja, świetnie zawiązana intryga… czego chcieć więcej?

Jednak mam kilka zastrzeżeń. Naiwne zdarzenie, które jest wplecione na samym początku trochę podkopuje wiarygodność służb wywiadu. Mianowicie ich wysocy funkcjonariusze, stojąc niedaleko samochodu ekipy DTV nie zauważają logo telewizji, ani kamery ustawionej na dachu samochodu, która rejestruje ich rozmowę. Wszystko dzieje się opodal stawu, w którym znaleziono zwłoki. Panom w czarnych garniturach zależy na utrzymaniu sprawy w tajemnicy, a tu dają się nagrać, stojąc tuż obok dziennikarskiego samochodu, w dodatku o tym nie wiedząc. No cóż, wypadek przy pracy…

Poza tym – język. Ja wiem, że taka twarda, męska książka i że musi być wiarygodna, itepe, itede. Jednak autor chyba trochę przesadził z ilością obcojęzycznych wstawek, głównie z języka łacińskiego 😉 W takich ilościach, to nie czyni tej opowieści bardziej wiarygodną, raczej przerysowaną. Oprócz tego iście amerykański styl postrzegania rzeczywistości, budowania zdań, porównań. Ja wiem, że teraz taką mamy kulturę, ale czy nie należałoby wypracować czegoś własnego, niepowtarzalnego? Autor posiłkował się m.in. doświadczeniem Stephena Kinga „Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika” – jak wyznał w wywiadzie przeprowadzonym przez Aleksandrę Boćkowską, opublikowanym na onet.pl. Być może dlatego właśnie taki kształt przybrała ta powieść…

Motyw rodziny dziennikarza Solskiego jest jak żywcem wyjęty z filmu Jima Sheridana z Danielem Craig’iem – „Dom snów”. O co chodzi – nie powiem, żeby nie odbierać czytelnikowi emocji przy czytaniu. Kto oglądał film – ten wie.

Ogólnie, pomimo kilku drobnych zastrzeżeń – polecam. Była to naprawdę dobra rozrywka i ciekawe doświadczenie. Być może dlatego, że lubię political fiction. Zamierzam w przyszłości jeszcze sięgnąć po książki tego autora.

 


Dom Wydawniczy Rebis, 2012, źródło okładki: http://www.empik.pl. ISBN: 978-83-7510-944-3, liczba stron: 340.

489Zdarzenia opisywane w tej książce zaistniały 20 lat przed wybuchem wojny secesyjnej. Wolny człowiek z Północy Stanów Zjednoczonych został porwany i sprzedany na plantacje w stanie Luizjana. Był czarnoskóry, więc po odebraniu mu dokumentów poświadczających wolność nic nie było w stanie przekonać potencjalnych nabywców o tym, że nie jest niewolnikiem. Wszelkie próby tłumaczenia potęgowały tylko nienawiść i kary chłosty tak, że Solomon ledwie uszedł z życiem po jednej z nich.

Książka napisana jest prostym językiem, bez jakiejkolwiek pretensji do bycia dziełem literackim. Ale nie o to tutaj chodzi. Najważniejszy jest cel jej powstania. Znamienne jest to, jak bardzo różniły się Północ i Południe Ameryki tamtych lat. Prawo określające przywileje wolnych ludzi było pustym słowem na Południu. A raczej stosowano je tylko wobec białych. Każdy czarnoskóry traktowany był na równi ze zwierzętami, a czasami nawet gorzej.

Jeden z plantatorów wypowiada się, że Kolorowi nie mają inteligencji i wiedzy, więc jak można ich traktować po ludzku. W odpowiedzi padają znamienne słowa: winę za taki stan ponoszą właściciele niewolników, gdyż zamęczają ich ciężką pracą, nie pozwalając na kształcenie i rozwój osobisty. Nic więc dziwnego, że czarnoskórzy niewolnicy żyją w zacofaniu. Ten stan rzeczy nie potrwa jednak zawsze. Kiedyś ktoś powie „NIE!”

Czymś, co mnie zaskoczyło w tej książce jest łagodnie przedstawione życie i cierpienie autora i innych niewolników na plantacji, co autor sam przyznaje. Nie ma tutaj rozgoryczenia, żalu. Jest tylko prosta prawie pozbawiona emocji opowieść. Resztę musimy sobie dopowiedzieć sami.

12 lat musiał przecierpieć Solomon Northup, zanim udało mu się powrócić na łono wolności. Jego inteligencja i wiedza, którą nabył pracując w swoim gospodarstwie, jako wolny człowiek przydała mu się bardzo w tym trudnym okresie jego życia. Był bardzo pomysłowy i potrafił skonstruować różne urządzenia ulepszające prace codzienne. W swoich myślach zawsze uważał się za wolnego człowieka. Nawet jego właściciele wyrażali się o nim, że nie wygląda, nie zachowuje się i nie wypowiada, jak niewolnik. Przez te wszystkie lata otaczał tajemnicą swoje pochodzenie z obawy przed karą.

Książkę tę dobrze i szybko się czyta. Stanowiła dla mnie coś w rodzaju oddechu. Na jej podstawie powstał obsypany nagrodami film, wyreżyserowany przez Steve’a McQueena.

 


Wydawnictwo Replika, 2014, źródło okładki: http://www.replika.eu , tytuł oryginalny: 12 years a slave, tłumaczenie: Martyna Plisenko, ISBN: 978-83-7674-039-3, liczba stron: 320.

pikniknaskrajudrogiRosjanie – bracia Strugaccy zdobyli ogromną popularność na świecie jako pisarze science fiction. Określa się ich mianem klasyków gatunku. Długo przyszło im czekać na oficjalne uznanie ich twórczości w ZSRR wiążące się z możliwością drukowania w wiodących czasopismach i tworzenia scenariuszy filmowych. Zaczęli pisać w latach 50-tych ubiegłego wieku, ale na pełne zaistnienie w mediach – jakbyśmy to dziś powiedzieli – musieli czekać 20 lat, aż do przełomu lat 70-tych i 80-tych.

S.T.A.L.K.E.R. Piknik na skraju drogi jest jedną ze sztandarowych pozycji braci Strugackich. Na podstawie tej książki powstał film i gra komputerowa.

Opisany tam świat jest w zasadzie rzeczywisty, postacie z krwi i kości, będące zwyczajną mieszanką ludzkich słabości i siły, wad i zalet. W tym realnym świecie jest jednak coś, co wdarło się nagle i stanowi zagadkę, wyzwanie – to tzw. Lądowanie.

Obce cywilizacje dotarły na ziemię i porzucając ją pozostawiły wiele niezwykłych śladów swojej obecności. Działający na granicy prawa stalkerzy zajmują się wydobywaniem z niebezpiecznej Strefy Lądowania wielu tajemniczych przedmiotów, które sprzedają potem międzynarodowym koncernom i organizacjom. Strugaccy wprowadzili wiele tajemniczych nazw tych przedmiotów oraz zjawisk istniejących w Strefie. Przeróżne bateryjki, bransolety, owaki, pustaki oraz zjawiska takie jak czarci pudding, łysica, wyżymaczka poznajemy tylko z opisu ich wyglądu i konsekwencji znalezienia się w polu ich działania. Do końca jednak nie wiemy czemu służą, ponieważ nie zostało to jak dotąd odkryte. W powieści ta niewiedza wcale nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie – stanowi tajemnicę, w którą autorzy chcieli uwikłać nas na równi z bohaterami powieści. W ten sposób stajemy się jakby uczestnikami całej powieści, gdyż dysponujemy praktycznie tak samo znikomą wiedzą, jak stalkerzy – odkrywamy pozaziemską cywilizację powoli.

W Pikniku… bracia Strugaccy stawiają szereg pytań, w większości o wymowie filozoficznej: dokąd zmierza świat, czym jest dobro, zło, jaka jest kondycja obecnej cywilizacji i do czego prowadzi odkrycie obcych we wszechświecie, dlaczego wybrali Ziemię i czy da się wykorzystać dla ludzkości zdobycze ich cywilizacji, dokąd nas to zaprowadzi.

Czyta się świetnie, jakby się gawędziło z kumplem. Strugaccy traktują nas jak zwykłych ludzi, od razu wchodzimy w ten świat dogłębnie, stajemy się jakby jego częścią ze wszystkimi jego lękami i niewiedzą. Bardzo spodobał mi się ten zabieg zrównujący jakby czytelnika z postaciami z powieści.

Bardzo polecam!


Wydawnictwo: Prószyński i Spółka, 2007, źródło okładki: http://www.proszynski.pl, tytuł oryginału: Piknik na oboczinie,  tłumaczenie: Irena Lewandowska, ISBN: 978-83-7648-064-0, liczba stron: 176.

 

155x220 (2)Młody Julian Sorel, wychowany w rodzinie cieśli, chce wybić się w życiu i zdobywa coraz to większe powodzenie w salonach XIX-wiecznej Francji. Początkowo chce zostać księdzem, ale stopniowo integrując się z magnaterią staje się otwarty na jakąkolwiek świetną karierę za przyczyną bogatych pracodawców.

Trudna to książka. Niby wspaniale się czyta, ale na koniec człowiek zostaje z myślą, że postać głównego bohatera i jego postępowanie jest nieco przekombinowane. Te wszystkie gwałtowne zwroty emocji, uniesienia… cóż, może to znak tamtejszej epoki. Julian Sorel ambitny, kierujący się rozsądkiem, ukierunkowany na ściśle określone cele materialne, jak sława i dobrobyt nie stroni jednak od wielkiej miłości. Chłodny, opanowany, a jednak potrafiący w imię honoru przekreślić wszystko jednym nierozważnym krokiem.

Zastanawia mnie ten bohater i w końcu wytłumaczyłam sobie, że nie jest to płomienna natura, która dąży do spełnienia w życiu, jak chciał pokazać autor, ale raczej zachłanna, pełna pychy postać, która chce mieć ciasteczko i zjeść ciasteczko i sama nie wie czego chce, byle by to było wielkie, płomienne i nieprzeciętne. Mały, niegrzeczny chłopiec, który gardzi innymi, ale nie waha się skorzystać z ich pomocy przy osiągnięciu celu życiowego. Jego postępowanie jest dla mnie sprzeczne i nieprzemyślane.

Młody Sorel jest postacią, która stoi cały czas na rozdrożu. Nie chce żyć życiem swojej warstwy społecznej, gardzi nią. Jego celem jest zdobyć w życiu zaszczyty, bogactwo przy pomocy możnych, ale nimi też gardzi. Nigdzie nie pasuje, co wynika z jego pochodzenia, nastawienia, ale też inteligencji, pychy i porywczości. Czy inteligencja jego jest rzeczywista, czy też bardziej wmówiona sobie na siłę – nie do końca można wyczuć.

Zastanawiające jest dla mnie to, że jest w stanie rozkochać w sobie kobiety, które wyrzekają się siebie i swojego pochodzenia oraz honoru w imię miłości do Juliana. Ich ustabilizowane życie, czy miłość macierzyńska, a także poczucie obowiązku i godności są pustymi frazesami, kiedy tylko ujrzą Sorela. Czy jest on tego wart? Wg mnie nie. Niestety miłość ślepa jest.

Tadeusz Boy-Żeleński w opracowaniu na temat tej powieści wyjaśnił znaczenie tytułu: czerwień symbolizuje mundur, a czerń sutannę – dwa nurty, które w owych czasach wiodły do powodzenia w życiu. Mundur przypadł Napoleonowi, lecz w powieści czas jego już minął i dla członków niższych warstw pozostała sutanna symbolizująca czasy Burbonów.

Symbolika tytułu ma zabarwienie również bardziej psychologiczne. Czerwień to namiętności Sorela, a czerń – jego wyrachowanie.

Przedstawienie zachowań i dążeń Sorela w kontekście ogólnej oceny społeczeństwa francuskiego w tych czasach – tłumaczy lepiej nastroje i napięcia epoki. Uciemiężone kasty próbują zdobyć choć część chwały dla siebie, ale podłość i bezwzględność tej walki z wiatrakami aż zrzuca z nóg i budzi podejrzenia o niskie popędy. Tylko czy można było inaczej? Chyba tylko Stendhal wie. Jakby nie było ta powieść nie pozostawia obojętnym.


Wydawnictwo Zielona Sowa, 2005

Tytuł oryginalny: Le rouge et le noir

Tłumaczenie: Tadeusz Boy-Żeleński

ISBN: 8372205698

Liczba stron: 424

 

793Ciepła, szlachetna, pełna dobra i współczucia kobieta. Nie wierzę, by to była poza, co zarzucają jej niektórzy. Mówią tak chyba tylko ci zazdrośni, którzy nie potrafiliby się zbliżyć do tych najbardziej pokrzywdzonych przez los – niepełnosprawnych umysłowo. Nie tylko im pomagać, ale również kochać i dostrzegać w nich człowieka.
Anna Dymna wykorzystuje swoją karierę i wizerunek, aby przysłużyć się ważnej idei. Ma łatwiej czy pod górkę? Zaryzykowałabym stwierdzenie, że chyba to drugie, bo sława jednak zobowiązuje, o czym nie wie wielu z obecnych celebrytów. Nie zawsze jest różowo…

Nie wierzę w pozę Anny Dymnej również dlatego, że potrafi pokazać pazurki, a dobra jest – jak sama mówi – z kalkulacji: po co ma się rozmieniać na drobne, lepiej załagodzić konflikt, bo może ktoś ma zły dzień, może ma problemy i dlatego warczy na wszystkich. To świadczy, że nie jest współczesną świętą, ale człowiekiem z krwi i kości. Z drugiej strony ja dziękuję za taką kalkulację  😉 – z wyrachowaniem i egoizmem nie ma ona nic wspólnego. Więc jaka tu poza? Po prostu, parafrazując Bogusia Lindę: „Bo to dobra kobieta jest”.

Może dlatego, że jest jak dziecko – to jej słowa. Zasmucone do łez jakąś tragedią, zobaczy motylka, zachwyci się, pobiegnie dalej… Bez rozpamiętywania, bez tworzenia w sobie odruchów warunkowych typu: o, tu się już raz sparzyłaś, nie dotykaj więcej…

Dymna jako człowiek, Dymna jako aktorka – taki jest ten wywiad. Na pewno warto przeczytać… i zastanowić się nad pewnymi ponadczasowymi wartościami.

 


Wydawnictwo Znak, 2006

Źródło okładki: http://www.znak.com.pl

ISBN: 83-240-0674-8

Liczba stron: 260